Shooting for fun in exchange for money. Never vice versa...

GUN FOR HIRE

Abchazja

Abchazja. Trudno napisać o tym kraju więcej i lepiej niż zrobił to Wojciech Górecki w swojej książce. W odróżnieniu od niego spędziłem tam tylko kilka krótkich dni, nie miałem też możliwości obserwowania następujących tam zmian. Zdjęcia pokazują migawkę zarejestrowaną podczas krótkiego pobytu.

Państwo-widmo uznawane (i to od niedawna) jedynie przez Rosję (to nie dziwi…), Białoruś, Wenezuelę, Kubę i kilka jeszcze podobnych państw, które nie cieszą się sympatią reszty świata. Mając pełen szacunek dla wolnościowych i narodowych dążeń nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Abchazowie na pewnym etapie zatracili istotę celu swojej narodowo-wyzwoleńczej walki i zamiast dbać o rzeczywistą wolność swojego narodu dążyli jedynie do pogrążenia Gruzji. W rezultacie, choć mogli mieć bardzo daleko posuniętą autonomię w ramach Państwa Gruzińskiego mają dziś quazi państwo odcięte od świata. Bez waluty, domeny internetowej, międzynarodowego uznania. Ba, nawet mają kłopot z zachowaniem języka, gdyż rosyjski zaczyna totalnie dominować. Po wypędzeniu (a czasem też i wymordowaniu) Gruzinów, Megreli i Swanów Abchazja jest praktycznie wyludniona, a ogromne połacie kraju są niezamieszkałe.

Zniszczenia wojenne są nieuprzątnięte, a w wielu miejscach pola pozostają zaminowane. Opuszczone, spalone i zarośnięte wsie to powszechny widok w pasie pomiędzy granicą z Gruzją, a Oczamczyrą.

Morze, góry, platany, palmy, sosny (w tym endemiczna odmiana!), agawy, bambusy - wszystko w jednym miejscu. Trudno znaleźć na całym świecie miejsce, gdzie jest tak piękna przyroda i tak sprzyjający człowiekowi klimat. I właśnie takie rajskie miejsce jest zniszczone, opuszczone, zapomniane - spowite sowieckim bałaganem. Boli. Bardzo.